25 czerwca 2018,imieniny Lucji, Wilhelma, Doroty

Podróżnik, hydrobiolog, oceanograf, instruktor nurkowania, fotografik

Z wykształcenia jestem hydrobiologiem, oceanografem, mam również dyplom Mistrza Rzemiosła Artystycznego. Od kilkudziesięciu lat jestem też instruktorem nurkowania swobodnego. Posiadam dyplom Starszego Sternika Motorowodnego. Jestem fotografikiem, a obecnie także PILOTEM WYCIECZEK nr 5358..

Posługuję się biegle językiem rosyjskim. Porozumiewam się po angielsku i serbo - chorwacku. Swoją przygodę z turystyką zacząłem wiele lat temu płynąc statkiem „MAZOWSZE” z Gdyni do Leningradu – tak wówczas nazywano Sankt Petersburg, jedno z piękniejszych miast Europy, a może i Świata. Minęło wiele kolejnych lat, ”Wenecja Północy” powróciła do swojej historycznej nazwy. Zmienił się ustrój, nie trzeba już było wystawać w kolejkach, aby otrzymać paszport. Wreszcie WSZYSCY, którzy tylko mieli trochę fantazji i nieco pieniędzy, mogli wyruszyć w „szeroki świat”. Mogli wybierać i przebierać w coraz bogatszej ofercie coraz liczniejszych na naszym rynku biur podróży.

Coraz częściej miałem okazję rozmawiać z ludźmi, którzy tak jak ja zetknęli się z kulturą tych najstarszych i tych „najmłodszych” cywilizacji. Mogłem dyskutować o kuchni, napojach, o sposobie przyrządzania potraw. Mogłem porównywać i dzielić się spostrzeżeniami z ludźmi, którym tak jak i mnie przez te wszystkie lata udało się odwiedzić – prawie całą Europę, żyć i pracować w USA, badać i hodować ryby jesiotrowate w delcie Wołgi i na Uniwersytecie w Petersburgu. Odwiedzić Nową Zelandię, Wietnam, Tajlandię, Tunezję i Gruzję.

Udało mi się przepłynąć pod żaglami trasę od Szczecina do Meksyku, pokonując w 5 osobowej załodze Atlantyk (w doskonałym czasie 18 dni 10 godz. i 52min), opłynąć wyspę Zanzibar gdzie jeszcze w XIX w. handlowano niewolnikami! Nurkować w Morzu Ochockim, Morzu Japońskim, w Bajkale, u wybrzeży Wyspy Amsterdamoya w Archipelagu Svalbard, w wodach Zatoki Ha Long, na najsłynniejszych wrakach Morza Czerwonego, nurkować na pograniczu RPA i Mozambiku na słynnej rafie w Soduana Bay. Przez 3 sezony pracować w miejscu bitwy pod Oliwą pomagając pracownikom CMM w wydobyciu wraków Solena i Wodnika, ale także przez ponad 4 miesiące na wysokości ok.3500m (przy pomocy technik nurkowych) poszukiwać złota na starych wyrobiskach inkaskich w rzece Lahti na pograniczu Peru i Boliwii.

Podczas swoich licznych podróży udało mi się spędzić kilka miesięcy na Wyspach Kanaryjskich i na Kubie, żyć i pracować przez 5 sezonów w Centrum Nurkowym na Wyspie Bracz w Chorwacji. Mogłem podzielić się wrażeniami z wizyt w najsłynniejszych muzeach Świata, odwiedzić południowo afrykańskie kopalnie złota i szlifiernie diamentów, brać udział w safari po najsłynniejszych parkach narodowych Świata.
Miałem okazję podziwiać piękne drewniane cerkwie na wyspie Kiżi leżącej na jeziorze Onega, mieć w rękach delikatną ceramikę z Miśni i Portugalii. Łowić ryby w delcie Wołgi, próbować doskonałych małży w Kopenhadze, jeść łyżkami nie tylko (jak za carskich czasów) czarny kawior i jesiotrowy bałyk, a także mięso zdechłej krowy przygotowane przez Indian Keczua, suszone norweskie dorsze i rosyjską wobłę.
W mołdawskich i francuskich piwnicach jak i na plantacjach RPA, Chorwacji, Hiszpanii, Słowacji i Węgier miałem okazję przejść podziemnymi trasami wiele kilometrów próbując najdoskonalszych na świecie win i szampanów.
Przepływając tysiące mil morskich, przejeżdżając setki tysięcy kilometrów, wędrując po górskich ścieżkach i pustynnych bezdrożach, udawało mi się zawsze szczęśliwie wracać do DOMU. Udało mi się uniknąć katastrof lotniczych, wyjść cało z oceanicznych sztormów. Los nie dał mi wsiąść w Peru do autobusu, który rozbił się na skałach. Miał mnie również w swojej opiece (nie trafiliśmy do więzienia), gdy posądzony o szpiegostwo wylądowałem wraz z moimi towarzyszami niedoli w tureckich sądach.

Mam nadzieję, że wszystkim tym, którzy zechcą wybrać się ze mną na wycieczkę, wyprawę, w rejs, czy też chociażby na najzwyklejsze łowienie ryb do Norwegii, Rosji, czy też Mongolii będę w stanie pomóc, będę w stanie przyczynić się do tego, aby impreza w której będą uczestniczyli została na ZAWSZE w ich pamięci. Mam nadzieję, że dzięki mojemu wieloletniemu doświadczeniu będziemy ZAWSZE bezpiecznie wracać do domu.
Aby w gronie rodziny, przyjaciół i znajomych, przy kieliszku wina, lub szklaneczce czegoś mocniejszego wspomnieć w spokoju raz jeszcze, wszystko TO czego byliśmy świadkami, czego udało nam się dotknąć, poczuć i posmakować. Było to również i moim udziałem, gdy nie tak dawno wspominając naszą wyprawę na Spitzbergen nie mogliśmy wyjść z podziwu jak doskonale może smakować whisky, do której dodaliśmy lodu z mijanego lodowca. Lodu, w dość „podeszłym wieku” bagatela, min. 20000 lat.

Na stronie National Geographic - www.national-geographic.pl/uzytkownik/marks/ jest opublikowana część moich artykułów i nieco zdjęć.


Zapraszam do wspomnień:
Marek Strzelichowski marks7@wp.pl
www.marekstrzelichowski.com
25-06-2018 7:52:11 - Wpis utworzył użytkownik